Ogródek w bloku - czy to ma sens?

 

Jakieś 10 lat temu wyjechałem do Warszawy, poprzednio również mieszkałem w mieście, czyli w Lublinie. Na szczęście udało mi się zmienić zawód na programistę i w dużej mierze pracuję zdalnie.

Przed tym ekhem życiem miastowym, mieszkałem sobie z rodzicami w małej miejscowości położonej na bardzo dalekim wschodzie Polski. Podwórek, rzeka, łąki, te sprawy. 

Gdy kupowałem mieszkanie, trafiło mi się takie na wielkim blokowisku na Ursusie z ogródkiem. Ogródek był gratis, więc szkoda było nie wziąć. Zawsze to 30 metrów więcej.

Zaraz po zakupie miałem bardzo duży problem z tym ogródkiem, bo zaczęły się obawy. A co, jeśli będą jakieś problemy z ogrodzeniem tego ogródka (były ze strony spółdzielni). Niedaleko była ławka dla mieszkańców - pewnie ktoś będzie na niej siedział, darł się i pił alkohol. A ludzie pewnie będą mi rzucali pety. Pomyślałem sobie, że może ja lepiej sprzedam to mieszkanie i poszukam nowego. 

W końcu nie sprzedałem, mieszkanie odebrałem z 3 lata temu i żyję z dobrodziejstwem ogródka. Może zacznijmy od wad?

  • Ogródek wymaga dodatkowych wydatków - musiałem kupić kosiarkę. Taka pchana zupełnie się nie sprawdziła, mała podkaszarka sprawdza się dobrze. Trawa nie rośnie jakoś bardzo, ponieważ ogródek jest mocno nasłoneczniony.
  • Nie korzystam z ogródka zbyt często, bo albo pogoda jest zła, albo boję się sąsiadów. Ostatnio sąsiedzi posadzili miskanty, które niedługo zapewnią prywatność.
  • Ciągle kusi mnie by coś dokupić do ogródka. Jakiś czas po zakupie dołożyłem do niego niewielki taras, szkoda mieć taras bez mebli i tak dalej.
  • W bloku jak to w bloku - jest dość głośno także na zewnątrz, szczególnie gdy psy zaczynają szczekać. Nie jest to jakiś duży problem.
  • Mieszkanie na parterze jest mniej bezpieczne niż na ostatnim piętrze. 
  • Prywatność - ogródek jest widoczny z każdego piętra, ale gdy zasłonimy się parasolką albo siądziemy pod balkonem, już nas nie widać. 

 Zalety ogródka

  • Jak jest pogoda, to nie trzeba siedzieć w domu. Odczuwam ogromną różnicę, jeśli mam okazję na przykład usiąść sobie na tarasie i zrelaksować się w fotelu, na przykład słuchając szumu miskantów sąsiadów (i szumu samolotów nad Ursusem). Nie zastąpi tego żaden balkon. Może być to game changer jeśli ktoś ma dzieci albo pieska.
  • Każdy znajomy doceni ogródek, zupełnie inaczej jest zorganizować jakieś kulturalne spotkanie towarzyskie na tarasie, niż gnić w domu. 
  • Ogródek zachęca do jakiejś tam aktywności, typu koszenie trawy. 
  • Dla mnie jest poletkiem obserwacji biologicznych. Przykładowo, w ogródku początkowo rosła tylko trawa. Następnie większą część pokrył bluszczyk kurdybanek, a teraz mocno przebija się koniczyna. Z drugiej strony rosną maki.
    Nie zamierzam utrzymywać ogródka w amerykańskim stylu, czyli trawa przycięta jak od linijki. 
  • Można trzymać swoje kwiatki 

Obawa, że ktoś będzie rzucał pety do ogródka nie spełniła się. Pety z ukraińskimi napisami były, ale tylko w okresie remontowym, na samym początku. Nowe osiedla raczej charakteryzują się tym, że kupują na nich mieszkania młode, kulturalne osoby. 

Mieszkanie z dużym ogródkiem może być fajną alternatywą dla typowo polskiego podejścia, czyli chałupa na 1000 arowej działce. W moim przypadku mam dosłownie 2 minuty do marketu czy do restauracji, ale jednocześnie mogę się schować w ogródku i mieć trochę spokoju. 

Ostatnio moja znajoma pisała, że ucieka z Warszawy, bo dosłownie - kisi się w bloku na 3 piętrze. Ja doskonale rozumiem ten ból i nie chciałbym już mieszkania z balkonem, szczególnie na jakimś środkowym piętrze. 

Nie chciałbym też domu, z którego będę musiał iść 40 minut na zakupy w jedną stronę i musiałbym poświęcać pół weekendu na koszenie trawy. No i koniecznie na pielęgnację 4 metrowych tui.

Idealnym rozwiązaniem byłby dom w mieście, tylko to nie są tanie rzeczy :)

 

Komentarze