🎲W jaki sposób gry komputerowe szkodzą umysłowi
Gry komputerowe to drażliwy temat. Od kilku lat trwa debata, czy wpływają one negatywnie na umysł, czy są jedynie szybkim odstresowaniem po pracy. Chyba największym przeciwnikiem gier są nasi rodzice - zwłaszcza, kiedy wołają do nas znad fajeczki i piwka po 12 godzinnym maratonie oglądania telewizji.
Ja sam grałem w sumie niewiele, jako dziecko nie miałem komputera i ukończyłem jedynie gry na Pegasusa i ukochanego Gothiczka. No i GTA VC i SA. Wraz z wiekiem zacząłem jednak poświęcać trochę za dużo czasu na takie gry, jak Doom, pozostałe części Gothika, Diablo. No i lubię sobie zagrać w szachy i mahjonga, ale to inna kategoria. A może jednak nie.
Gry mocno wciągają i to na kilku płaszczyznach.
Niektóre gry, jak Gothic, są po prostu ciekawym światem. Człowiek skończy grać, a następnie analizuje historie, które przeżył w tym świecie. Czy Gomez wiedział o zabiciu Magów Ognia? Tutaj można porównać gry po prostu do bardzo dobrej, rozbudowanej książki. Przeczytaj sobie Władcę Pierścieni czy innego Harrego Pottera i wkręcisz się podobnie. Taki dodatek do Gothica - Kroniki Myrtany, zawiera bardzo głęboką podbudowę świata, mnóstwo książek i historii, których poznawanie samo w sobie jest nagrodą.
Gry mają perfekcyjnie zaprojektowaną strukturę stawania się coraz silniejszym. Prostym przykładem jest stary Doom, w którym zdobywamy coraz lepsze bronie i to my stajemy się coraz lepsi. W Gothicu zdobywamy nowe przedmioty i umiejętności wraz z biegiem fabuły.
Gry podobne do Diablo udoskonaliły to, używając dodatkowo mechanizmów uzależniających. Im dłużej grasz, tym większe są szanse na to, że znajdziesz losowo wygenerowany przedmiot. Trochę jak granie na loterii. Do maksimum podkręciła to (ale i uprościła) gra Vampires Survivors. Do czego to prowadzi? Gdy skończysz grać, natychmiast zaczynasz grać od nowa, bo każda gra jest inna i niesie szansę na stworzenie potężniejszej postaci.
Nowoczesne gry wcale nie kryją się ze stosowaniem mechanizmów spotykanych w kasynach.
Połączenie tych mechanik prowadzi do miksu, w którym grasz, bo interesuje Cię historia oraz chcesz tego dopaminowego wzmocnienia powiązanego z rozwojem postaci. Miałem znajomego, który w pracy myślał, jakie przedmioty kupi sobie w WoW.
W moim przypadku granie w gry wiąże się z negatywną zmianą zainteresowań. Zamiast posłuchać sobie na YT o tym, jak budować biznes, dowiedzieć się o nowych odkryciach naukowych czy o malowaniu, no to po raz 10 oglądam materiał o świecie jednej z tych gier o których pisałem. Albo ciekawostki z tych gier. Ta wiedza nie jest potrzebna w zwykłym świecie. Zaczynamy eksplorować świat, który w oczach innych osób (obiektywnie też i moich), jest zwykłym traceniem czasu. Ruminujemy na temat światów pokazanych w grach. Im więcej gramy tym więcej czytamy i oglądamy o grach i bardziej chcemy grać w inne gry.
Sam nigdy nie miałem takiego problemu, ale są osoby, które grają po to, by gromadzić achievementy. Spędzają dodatkowe godziny w grze, która dawno przestała ich cieszyć, by zdobyć plakietkę.
Nauka nowych rzeczy wymaga wysiłku. Sam mam na dysku nagromadzone mnóstwo książek, które chcę nie tylko przeczytać, ale wyciągnąć z nich maksymalną wiedzę i zrozumienie. Często jednak łapię się na tym, że leżą one odłogiem, bo są do robienia rzeczy bardziej pociągające.
Gry oferują rzeczywistość 2.0. Możemy w niej łatwo odkrywać nowe, fascynujące światy. Jak próbować osiągać coś w zwykłym, nudnym świecie, gdy pokonaliśmy super trudnego bosa w grze i tylko czekamy, by dalej eksplorować. W grze możemy stracić poczucie czasu na całe godziny, ale potem okazuje się, że zwykłe czytanie książki czy rozmowa, jest niezwykle nudna.
Komentarze