Niepotrzebny nadmiar
Największym kłamstwem, na jaki się łapiemy, jest to, że można dostać coś za darmo. Wszystko zawsze jest wliczone w cenę.
Dobrym przykładem jest pakowanie rzeczy. W przypadku dóbr luksusowych - na przykład kupując zegarek Omega - dostajemy wielką skrzynkę drewnianą, grubą instrukcję obsługi, jakieś narzędzia do wymiany bransolety. Podobnie robią też tańsze marki.
Te koszty ponosisz Ty, jako klient. Osobiście wolałbym kupić taniej, albo nie dostawać tego wszystkiego i mieć produkt wyższej jakości.
Kilka lat temu modny był unboxing różnych produktów. Szczególny podziw budziło odpakowywanie Macbooków. Istotnie, ich pakowanie jest na najwyższym poziomie.
Jednym z rodzajów nadmiaru są prezenty powitalne, oferowane przez firmy swoim pracownikom.
Zwykle dostajemy tam jakiś chiński kubek, chińską elektronikę, jakiś notes, który nie wiadomo, czy się kiedyś przyda. W niektórych zestawach znajdziemy kostkę Rubika, skarpetki i gumową kaczkę, bo no wiecie - to zestaw dla smart programistów. Sam dostałem kilka razy odzież firmową. Firma kupiła kilkaset kurtek Slazenger, wydała kasę na wyszycie ich logo i wysłała je do pracowników. Fajny gest, ale kurtki nie założyłem ani razu.
Od pracodawców wielokrotnie dostawałem paczki na Boże Narodzenie. (Jak jesteś taki smerf Maruda to następnym razem nic nie dostaniesz).
Nieodłącznym elementem takiej paczki musi być jakieś wino, które regularnie oddaję mojej znajomej. Znajoma też nie pije, ale następnie oddaje alkohol kolejnej osobie.
Ostatnio dużo się mówi o masowym zmniejszaniu ilości produktów spożywczych w paczkach. Kupujemy ptasie mleczko za normalną cenę, ale dostajemy mniej ptasiego mleczka niż kiedyś. Jednocześnie zapominamy o tym, że jedzenie nadmiaru czekolady wcale nie jest dobre. Promocje 12 + 12 browarków również nie są.
Jako Polacy mamy ogromną skłonność do nadmiaru w święta. W naszym kraju nadwagę ma 25% ludzi, a jednocześnie każde święta są festiwalem objadania się. Nie dość, że jemy za dużo, to w święta jeszcze dokręcamy sobie śrubę. Całkowitym absurdem są wesela, kiedy w ciągu kilku godzin podaje się przykładowo 3 obiady.
Młodzi mają też swoje za uszami, obecna ilość contentu namawiającego do jedzenia śmieciowego jedzenia - zwłaszcza kebabów - jest przeogromna.
Dla mnie ostatecznym symbolem ogłupienia społeczeństwa jest Labubu - laleczka przypinana do torebki, która kosztuje ponad 200 złotych. Kupowało się ją trochę jak chipsy z pokemonami - nigdy nie wiadomo co się trafiło. Internet zalała fala sponsorowanych filmów na ten temat. Moda na to brzydkie badziewie skończyła się szybciej niż się zacięła i dzisiaj potworek jest symbolem złego gospodarowania pieniędzmi.
Komentarze