Bazary jakie pamiętam

Targowisko na Podzamczu zamknięte. Ostateczna decyzja województwa 

Jednym z założeń tego bloga, jest porównywanie świata komercji do świata prawdziwego, naturalnego. Światem komercji są wszystkie te nienaturalne i antyludzkie twory, typu MacDonaldy, Żabki, Netflixy i inne Hilfigery. Światem naturalnym jest wszystko co związane z naturą, prostotą i spokojem, a także z oddolną inicjatywą.

Ostatnio na moim osiedlu na Ursusie pojawiła się informacja, że przenoszą bazar w inne miejsce. Zacząłem się więc zastanawiać i przypominać sobie bazary, które znam. 

Bazarek, rynek, targ, jest dla mnie czymś głęboko naturalnym. Moja babcia od strony matki handlowała na rynku mięsem. Druga babcia, mimo tego, że narzekała że bolą ją nogi, regularnie odbywała bardzo długie spacery po obydwu hrubieszowskich rynkach. Zwykle kupowała trochę warzyw i kurę na rosół. Chodziła tam głównie porozmawiać ze znajomymi.

W Hrubieszowie były 2 rynki, jeden był mniejszy, ale działał regularnie. Drugi, koło sklepu wędkarskiego Sum, był większy, ale chyba działał tylko w określonych dniach. Na tym drugim rynku kupiłem kiedyś wędkę, która nigdy się nie popsuła. Sprzedawano tam też meble z ciężarówki, kasetki do Pegasusa, gierki Brick Game i Tamagotchi.

Na bazarze kupowało się spodnie i buty przymierzane na kartonie, sadzonki roślin, sprzęty pierwszej potrzeby, jak np noże z napisem Germany, które były chińskie. Na bazarze w Hrubieszowie nie brakowało też Ukraińców, sprzedających głównie cigarety.

Bazary w innych miastach

W Lublinie był bazar na ulicy Ruskiej, który przypominał mi ten z miasta rodzinnego, jednak był znacznie większy. Moim zdaniem, bardzo szpecił wygląd centrum miasta, wysiadało się z autobusu na dworcu i od razu, atakował nas widok małych budek. Trochę takie slumsy, fawele. Cechą rzeczy tworzonych oddolnie jest właśnie taki widok, urokliwy brak ładu i składu.

To miejsce to raj dla tych, którzy chcą kupować naturalne produkty 

Na bazarze na Ruskiej można było kupić dobre, swojskie wędliny, jakieś przyprawy i ciuchy. Zawsze dziwiło mnie, że na skraju targu były osoby handlujące jakimś badziewiem w stylu płyty CD, 1 lewy but i reklamówki ze sznurka. Sznurkowe reklamówki i torby na kółkach nieodłącznie kojarzą się z takimi miejscami.

Przed samym bazarem zawsze stał Polak namawiający na zakup papierosów.

Nieco innym wydarzeniem były targi staroci w Lublinie. Odbywały się one w niedzielę, zajmowały ogromną powierzchnię od Zamku aż do okolic za Katedrą. Można było tam kupić stare zegarki, figurki i inne durnostojki, jakieś obrazy. Kupiłem tam scyzoryk Victorinox za całe 10 pln. 

Wydaje mi się, że te targi były nieco bardziej turystyczne, chodziło się tam głównie "zobaczyć co mają".

Nie wolno zapomnieć o bazarze na Stadionie 10-lecia w Warszawie, który widziałem raz jako dziecko. Mieli tam pełno ubrań, sprzętu wędkarskiego i płyt. Jako dzieciaka zaskoczył mnie widok osób różnych kolorów skóry. Pamiętam, że widziałem tam jakiegoś wietnamczyka jedzącego ramen. W okolicach bazaru nie brakowało też narkomanów czających się na drobne. Ten bazar robił na mnie niesamowite wrażenie.

Stadion Dziesięciolecia. Historia Jarmarku Europa. Można tam było kupić  wszystko. Zdjęcia - Warszawa Radio ESKA 

Gdy mieszkałem w Pradze, byłem kilka razy na bazarze na Holesovicach w okolicach mojej pracy. Był to bazar już nieco innego typu, ponieważ był hmm, nieco nowocześniejszy. To tam pierwszy raz widziałem ramen Buldak. 

Bazarów w Warszawie nie brakuje, nawet w 2026. Na samym Służewcu miałem w okolicy 3 bazarki. Zawsze ciekawi mnie, czemu bazarki mają wykrystalizowaną strukturę - są albo polsko-ukraińskie, albo azjatycko-afroamerykańskie. 

Zastanawiam się, czemu na polskich bazarach nigdy nie sprzedaje się rękodzieła.

Bazar na Marywilskiej spalił się, targowisko Bakalarska dalej trwa. Jak wspominałem na początku, na moim Ursusie bazar chcą przenieść w gorsze miejsce. Wiemy jak to się kończy, ceny w górę.

Z bazarów wirtualnych, nie wypada nie wspomnieć o tym z gry Gothic 2.

Targi świąteczne

Podobno podróże kształcą. Kiedy byłem w Niemczech (jakoś 2019), mój czeski szef mocno dopytywał o rozpoczęcie targu świątecznego w Norymberdze. Wtedy spotkałem się z tym zjawiskiem po raz pierwszy. 
 
Targi świąteczne są dla mnie zjawiskiem sztucznym. Miasto bierze firmę, która udostępnia sprzedawcom budki handlowe za niemałą opłatą, co przekłada się na wysokie ceny. Dodatkowo, sprzedaje się tam 2 razy do roku, przez co marża musi być sroga.
Każda budka jest oczywiście taka sama, różni się asortymentem. Na polskim YT nie brakuje filmów, na których zweryfikowano jakość produktów do ceny, i zawsze wypadała ona bardzo niekorzystnie. Często nie oferują one nawet produktów regionalnych, tylko te same, co w marketach. Targi wyglądają niemal tak samo w różnych krajach.
 
"Dlaczego w 51 w Lublinie śmierdzi spirytusem?"
"Bo babki zmywają pieczątki z jajek" 

Pójdę na rynek..

Chodzenie na rynek jest nierozerwalną częścią życia w Polsce. Jest to zarówno sposób na zaspokojenie potrzeb, jak i na rozrywkę, spędzenie czasu. Mój starszy znajomy mówił sobie, że pójdzie na rynek, spotka kolegów, z kimś pogada, piwo wypije. 
Targowisko jest jednym z niewielu sposobów na ucieczkę z naszego Matrixa. Płacimy tam gotówką, jak chcemy, możemy się targować. 
Nikt nie waży nam pietruszki co do grama, nikt nie dba o wydajność tego systemu, nikt nas nie kameruje. Każdy bazar jest unikalnym, w przeciwieństwie do galerii handlowych, które są kopią z kopii. 
Na bazarze dogadasz się z każdym się dogadasz. Cenię sobie bezpośrednie namawianie (Panie, buty buciki), niż techniki manipulacji typu namawianie na instalowanie aplikacji Żopki, bo inaczej będzie drożej.
Trzeba kiedyś wybrać się na targ do Włoch i do Japonii. 
Eh, znowu poszedłem i zapomniałem gotówki :) 

Komentarze