Czernina i zanik polskiej kultury kulinarnej

Za starych dobrych czasów gdy byłem dzieckiem, to jadło się to co było. Swojskie wyroby ze wszystkich 5 ćwiartek świnki (5 to podroby), ryby z rzeki czy dary działki i nawet czasem łąki. 

Dzisiaj mogę na ten temat powiedzieć tyle, że w sklepie jedzenie po prostu jest niedobre. Czasem coś dobrego można znaleźć na bazarku. 

Niedaleko mieszkała rodzina rolników, w której dzieci nie chciały jeść swojskiej kiełbasy, tylko wolały kupczą. Spotykała ich za to duża ale za to nie wyrażana wprost krytyka ze strony sąsiadów. 

Tak to było w latach 90. i 00. Potem przyszły czasy amerykanizacji, powszechne reklamy fast foodów. 

Pokolenie wychowane na takim nijakim jedzeniu zaczęło robić challenge jedzeniowe. Prekursorem był chyba twórca Książulo. 

Jedzenie zwykłych, tradycyjnych potraw stało się wyzwaniem. Te zwykłe potrawy to np. flaki, kiszka ziemniaczana, kaszanka, zimne nóżki. Zupełnie normalne jedzenie jest dzisiaj traktowane jako ekstremum, podczas gdy skrajnie niezdrowe fast foody, są normą. Jak tak dłużej pójdzie, to dzieci przestaną jeść gołąbki, bigos czy cokolwiek innego.

Tak btw, te "okropne polskie potrawy" typu flaki czy ogórki kiszone, są dostępne w wielu kuchniach europejskich, tyle że jak ktoś jest krótkowzroczny, to tego nie sprawdzi. Kuchnia włoska oferuje jeszcze ciekawsze przysmaki, jak rolada ze skóry czy kanapki z grasicą.  

Degustacja

Przechodzimy do sedna - wczoraj przechodząc sobie dzielnicą Ursusa zobaczyłem na szyldzie, że knajpa Wypasanka oferuje zupę czerninę. Czerninę to każdy zna, była na przykład w Panu Tadeuszu i jest w świadomości Polaka, ale nigdy jej nie jadłem. Zamówiłem i wzbudziło to pewną sensację, ponieważ właściciel powiedział - o jest śmiałek, no i odbyłem z nim miłą rozmowę na temat tego, jak robi się czerninę. 

Szef powiedział, że nie ma gdzie kupić odpowiedniej kaczki z krwią, no i że ta potrawa będzie się pojawiała raz na jakiś czas, bo nie ma zbyt wielu amatorów. Następnie sam nalał sobie sowitą porcję. 

Jak smakuje czernina?

No ze swojej strony spodziewałbym się, że trochę jak kaszanka. To błędny trop, ponieważ zupa smakuje trochę jak flaki, trochę jak rosół z majerankiem, ale na pierwszy plan wybija się smak kwaśny ala kompot i ocet jabłkowy. Trochę przypomina dobrze zrobiony barszcz czerwony. Bardzo pasowały by do tego paszteciki, w mojej wersji była z kluskami kładzionymi. Krwi nie czuć wcale. Robert Makłowicz powiedział, że czernina wygląda zdecydowanie lepiej niż smakuje. Zdecydowanie polecam. 

Czy takie potrawy to jest challenge? Moim zdaniem, to powinien być obowiązek, a nie wyzwanie. Tradycje kulinarne zanikają, potrawy całkiem zmieniają smak. Pamiętajmy o tradycjach kulinarnych naszych babć.

Komentarze